Euro-szarlataństwo

By rozum

Nie lubię używać słowa, czy fragmentu słowa ”euro” w jakimś złym kontekście. Europa to kontynent, na którym zrodziła się cywilizacja, kontynent, który ma najwspanialszą kulturę, najbardziej intelektualnie zaawansowane prawo, gdzie przypuszczalnie żyje się najlepiej.

No ale czasem nie ma wyjścia. Tak jest w przypadku właśnie szarlataństwa, z jakim mamy do czynienia przy okazji obecnego tzw. kryzysu.

Pomijam pytanie czym jest obecny kryzys, czy ma charakter walutowy, finansowy, czy to naprawdę poważna recesja. Mam swego rodzaju przewrotne zaufanie do jednego z byłych prezesów NBP (tak, tego, który był też dwa razy ministrem finansów), a więc jeśli on mówi, że to nic poważnego, to przypuszczam, że dołek będzie głębszy i że jeszcze nie sięgnęliśmy dna.

W każdym razie kryzys jest chorobą. A na chorobę trzeba lekarstwa, ale też trzeba odpowiedniej terapii, która czasem musi trochę potrwać. Na pewno nie jest jednak tak, że istnieją jakieś magiczne środki, które jak ręką odjął przywrócą organizm czy gospodarkę do zdrowia. O istnieniu takich środków zapewniać nas mogą głównie szarlatani. Tym razem w roli czarodziejskiego specyfiku umieścili euro.

Dowiadujemy się więc, że bez euro nie byłoby kryzysu. Nie wiadomo co prawda dlaczego kryzys nie ominął Irlandii, dlaczego w poważnych tarapatach są Francuzi czy Hiszpanie, Austriacy muszą nacjonalizować banki, a ukochane UniCredito (ktoś pamięta jeszcze jakże zachwalano ten bank w czasach prezesury wiadomej osoby w NBP?) jest na skraju niewypłacalności – choć we wszystkich tych krajach jest euro. Bez euro nie byłoby złowrogich kredytów w obych walutach i opcji walutowych. Kredyty są zazwyczaj we frankach szwajcarskich, a opcje operują np. na kursie jena do euro, ale nic to. Szarlatan takich rzeczy śmiertelnikom nie musi wyjaśniać, bo oni przecież nie posiedli tajemnej wiedzy.

Ale przechodząc do szczegółów. Euro wprowadziły z państw słowiańskich na razie Słowenia i Słowacja. Każdy może sam sprawdzić, czy krajów tych kryzys nie dotknął. Więcej nawet – dzięki wprowadzeniu euro to Słowacy przyjeżdżają do Polski i Czech na zakupy. Ale na to akurat szarlatani mają odpowiedź – winne są temu Polska i Czechy, bo nie wprowadziły euro.

Niekiedy jednak znajdziemy ciekawszą analizę, która odwołuje się do faktów, a nie słów-zaklęć. Taki jest wczorajszy komentarz z Daily Telegraph.

Odpowiedzi: 5 do “Euro-szarlataństwo”

  1. Chrysotemis mówi:

    Czy jest jakaś konkretna wypowiedź, bądź wydarzenie, które skłoniły Cię do tego małego wybuchu słusznej złości, czy może tak się akurat skumulowało?

    Pozdrawiam

    • rozum mówi:

      Skumulowało :) . Bez przerwy atakują nas “wprowadźmy euro” itd. Zresztą komentarz może jest trochę złośliwy, ale raczej nie jest wybuchem złości.

  2. Chrysotemis mówi:

    To jeszcze w temacie kwiatek z “Rzepy”: http://www.rp.pl/artykul/275764.html

  3. rozum mówi:

    No Petru to jest znany reprezentant takich środowisk. Ale akurat konstatacja jest trochę bardziej sensowna niż MF – euro i ERM2 nie teraz, ale “jak będzie wzrost i stabilizacja”. Tyle że wtedy cały artykuł Petru o tym jak to “inwestorzy się wycofują” będzie zupełnie nieaktualny.
    Ale dla mnie zadziwiające jest, że oni po tej całej klapie zakończonej dziurą Bauca dalej używają takiej samej retoryki jak w późnych latach 90. Ich chyba już nic niczego nie nauczy…

  4. rozum mówi:

    http://epp.eurostat.ec.europa.eu/portal/page?_pageid=1996,45323734&_dad=portal&_schema=PORTAL&screen=welcomeref&open=/t_na/t_nama/t_nama_gdp&language=en&product=REF_TB_national_accounts&root=REF_TB_national_accounts&scrollto=40

    Tabelka “Real GDP growth rate”. Gołym okiem widać, kto ma ujemne prognozy i kto ma dodatnie. Nijak nie widać uzależnienia tego od posiadania euro. Z jednym wyjątkiem – państw bałtyckich, które mają najgorzej, są w ERM2 i nie mają jeszcze euro.
    Widać też prognozę dla całej UE (0,2%) i dla strefy euro (0,1%). Niewielka różnica, ale w zupełnie innym kierunku, niż nas przekonują.

Dodaj komentarz