Czytelnicy wierni i z dobrą pamięcią z pewnością odnajdą w tytule nawiązanie do jednego z pierwszych wpisów, o poszukiwaniach porannej mszy w Salzburgu. Czytelnicy-melomani znajdą raczej tytuł jednej z najwspanialszych kompozycji polichóralnych, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa autorstwa największego kompozytora, który umarł w tym pięknym mieście na pograniczu austriacko-niemieckim.
Żeby nikogo nie zawieźć, będzie o jednym i o drugim, o Salzburgu barokowym i Salzburgu współczesnym. Z jednej strony więc przepych, z drugiej pustka. Jest 8:30, niedziela rano, idę przez Kapitelplatz, między wzgórzem z potężną twierdzą Hohensalzburg i potężną katedrą św. Ruprechta. Katedrą, która odbudowana po II wojnie, swoje zniszczenia zawdzięcza właśnie twierdzy, którą bombardując, alianci rozburzyli także katedrę. Przechodzę pod arkadkami łączącymi Kapitelplatz z Domplatz i już mogę wejść do kościoła. Wedle ulotki ekumenicznej, ma być „Gottesdienst”. Choć z tyłu, z odległości circa 100 metrów mimo nagłośnienia niewiele słychać nawet ze specyficznego akcentu kapłana nie mam wątpliwości, że trafiłem na Mszę św.
Pamięć oczywiście odlecieć może w przeszłość, w wiek XVII i XVIII, kiedy rządzony przez biskupa Salzburg był świadkiem prawykonań wspaniałych dzieł Bibera, Michała Haydna, a wreszcie Leopolda i Wolfganga Mozartów. Jednym z tych dzieł była oczywiście słynna Missa Salisburgensis, która wobec polichóralnej techniki (53-głosowa) wymagała ogromnej obsady, ustawionej w całej świątyni. Wróćmy jednak do rzeczywistości. W całym kościele nie tylko nie uzbierałaby się spośród wiernych obsada do wykonania Biberowskiego arcydzieła, ale katedra wręcz wypróżnia się na czas nabożeństw, bo wychodzą wtedy turyści.
Różnica nie tylko zresztą w ilości, ale i jakości. Nie ma już tego przepychu, a przepych samej świątyni raczej tylko przeszkadza w rozchodzeniu się dźwięku. Komunię wszyscy przyjmują na rękę (choć na klęczkach), czemu – by nie naruszać jedności znaków w zgromadzeniu – posłusznie się dostosowuję. Niestety po takiej Mszy można być raczej przybitym niż nabrać duchowych sił na kolejny tydzień…
Tydzień później. Mając więcej czasu, idę na 10:30, ale już do Franciszkanów. Na Haffner-Gasse (tak, tak – to ten sam zasłużony mieszczanin Siegmund Haffner od serenady i symfonii Mozarta) oczekuję na wyjście wiernych z jutrzni. Ku mojemu zaskoczeniu, z kościoła wysypują się całkiem spore tłumy, choć kościół to – w porównaniu przynajmniej z katedrą – niewielki. Może to taki lokalny zwyczaj, że nie chodzi się do katedry, ale do innych kościołów? Wreszcie można wejść do środka. Wnętrze jest jasne, dzięki pięknej, słonecznej pogodzie pięknie oświetlony jest wspaniały sufit, główna atrakcja świątyni. Po miłym zaskoczeniu, zaskoczenie niemiłe. W samym kościele ludzi jest niewiele tylko więcej niż w poprzedni tydzień w katedrze.
Dziwne? Być może… Wyjaśnienie jest jednak dość proste. Na jutrzni cały czas ładnie śpiewają i „wrażenia estetyczne” pewnie większe. Tak oto barokowy Salzburg znalazł swoją karykaturę – piękno i przepych, które niegdyś miały zachęcać do pozostania przy katolicyzmie wobec ofensywy chłodnego luteranizmu, dziś stały się celem samym w sobie, przerabiając kościoły w sale koncertowe, nawet na formalnych nabożeństwach. Co też daję do przemyślenia wszystkim moim Czytelnikom, którzy zaliczają się do tzw. tradersów. Niewątpliwie na Mszach w Waszym ukochanym rycie ładniej śpiewają i nikt nie brzdąka na gitarze. Pytanie czy chodzi o coś więcej czy sam przepych formy nie stanie się celem samym w sobie.
A Biber? Ma gdzieś tabliczkę w mało widocznym miejscu, treści mniej więcej tej „W tym domu żył i umarł kompozytor H. I. F. Biber. Ufundowało Towarzystwo im. Michała Haydna”. I tyle zostało z barokowego Salzburga…
Tagi: barok, Biber, Missa Salisburgensis
sierpień 18, 2008 o 2:22 pm |
Witam,
Tak sie składa, że mialem kilka dość podobnych przemyśleń, i szukałem dla nich odpowiedniego określenia. Nie podobało mi się ani panslawizm, ani neoslawizm.. Chciałbym zawłaszczyć pojęcie “euroslawizm” więc
.
Proszę o kontakt, podesłałbym swój “manifest” który chce wysłać do dyskusji na paru forach. Chodzi mi o to, czy udzieliłby Pan pozwolenia na używanie tego pojęcia (euroslawizm), czy tez rozumie Pan pod nim jednak coś innego.