W Austrii burza, w Europie cisza

By rozum

Wczorajszą burzę nad stadionem w Wiedniu transmitowano na cały świat, a na pewno na całą Europę. Nie zmieniła wyniku meczu, choć na pewno była efektowna.

Ale o innej wiedeńskiej burzy, już nie piłkarskiej, lecz politycznej – cicho. Dowiedzieć się można o niej jedynie z prasy austriackiej, 3 największe dzienniki – Kurier, Standard i die Presse poświęcają jej sporo miejsca. Z zagranicznych – jedynie wydawana w pobliskiej Bawarii Süddeutsche Zeitung. A sprawa jest niebagatelna, bo dotyczy całej UE.

Przywódcy współrządzącej Austrią partii socjaldemokratycznej (SPÖ), w tym kanclerz Gusenbauer, wydali oświadczenie, w którym zasugerowali możliwość (wręcz potrzebę) przeprowadzenia w Austrii referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. W Austrii zapanowała konsternacja. Prounijna współrządząca chadecja (ÖVP) i zieloni oskarżyli socjaldemokratów o “jarmarczne” i “populistyczne” zachowanie. Centroprawicowy, wspierający ÖVP dziennik die Presse, postraszył nawet koalicją “czerwono-białą”, czyli SPÖ z FPÖ i BZÖ, czyli otwarcie eurosceptycznymi, kojarzonymi z tzw. skrajną prawicą (a niegdyś Jörgiem Haiderem).

Oczywiście to w dużym skrócie, ciekawych spraw krajowych odsyłam do artykułów w austriackiej prasie, ważny jest jednak tego kontekst europejski. Austria jest po Irlandii kolejnym krajem, który mógłby przeszkodzić zaplanowanej misternie przez brukselskie elity ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Wbrew zapewnieniom unijnych przywódców, że “nic się nie stało” 2 tygodnie temu w Irlandii czy aroganckim wypowiedziom Valéry’ego Giscarda d’Estaing, że głosem obywateli Irlandii nie należy w ogóle się przejmować, stało się i to sporo. W krajach sceptycznie nastawionych do UE – a Austria jeśli wierzyć sondażom, na które powołują się socjaldemokraci ma najbardziej eurosceptyczne społeczeństwo w całej Wspólnocie – doszło do swego rodzaju przebudzenia. Przykład małej Irlandii, która potrafiła się przeciwstawić ogromnej machinie pokazał, że dalsza integracja nie jest wcale nową “dziejową koniecznością” i że wcale nie jest akceptowana przez Europejczyków.

Znamienne jest także, że na oświadczenie takie zdobyli się politycy lewicowi, socjaldemokratyczni. Choć można mieć zastrzeżenia do momentami rzeczywiście populistycznej retoryki (pełnej “zmian klimatu” i “bezpieczeństwa socjalnego”), nie sposób nie przyjąć takiego stanowiska z zadowoleniem. Pokazuje to, że oprócz rządu sąsiedniej Słowacji, także w innych krajach możliwe są nieszablonowe rządy lewicowe. W jednym ze wstępnych postów blogu napisałem, że nie wszyscy lewicowcy to koniecznie internacjonalistyczni maniacy. To się potwierdza. Choć swoje sympatie polityczne sytuuję raczej na drugim biegunie, to rozsądek w jakiejkolwiek formacji bardzo mnie cieszy.

Inna sprawa, czy rzeczywiście SPÖ jest dużo bardziej lewicowe od ÖVP (podobnie laubourzyści Browna/Blaira od torysów Camerona czy Fianna Fail od Fine Gael). Podział lewica-prawica być może odchodzi do przeszłości. W Polsce jak się wydaje już odszedł – gdyż ani PiS, ani PO nie są typowo prawicowe czy lewicowe. Taka sytuacja zamazanych podziałów każe spoglądać z uwagą na każde państwo, traktując je jako indywidualny przypadek – bez schematycznego myślenia.

Kolejnym krajem, którego władze wyraziły sceptyczny stosunek wobec dalszych prac nad traktatem lizbońskim były Czechy. Na Vaclava Klausa (skądinąd zadeklarowanego konserwatystę) zawsze można liczyć, o czym pewnie uważni czytelnicy mojego blogu dobrze wiedzą, więc stanowisko czeskie tylko wspominam.

Tagi: , ,

Dodaj komentarz