Wybory, NATO, Bułgaria…
Odpuściłem ostatnio trochę wydarzenia bieżące, a dzieje się sporo.
Przede wszystkim, wybory. Nie te dzisiejsze, włoskie (bardzo ciekawe, ale o nich pisał nie będę), ale zeszłotygodniowe – czarnogórskie wybory prezydenckie. Spodziewanym zwycięzcą został już w I turze Filip Vujanović z rządzącej socjaldemokratycznej partii DPS, będącej w prostej linii dziedziczką Komunistycznej Partii Jugosławii. Urodzony, co dość ciekawe w Belgradzie, Vujanović jest w polityce od 1993 roku, wcześniej (za komuny) był sędzią, potem uczestniczył w krajowym rządzie czarnogórskim, w promiloszewiczowskim gabinecie Djukanovicia. Gdy Djukanović został prezydentem Czarnogóry, Vujanovicia mianował premierem. Kiedy Miloszewicz został zmieciony przez przewrót pod wodzą Kosztunicy, oczywiście Djukanović i Vujanović szybko zmienili front na prozachodni.
Kolejne miejsca zajęli Andrija Mandić, reprezentujący mniejszość serbską, niezależny opozycjonista Nebojsza Medojević i Srdan Milić z konkurencyjnej partii “socjalistycznej” (choć to raczej lewica typu Ryszard Bugaj - bardziej konserwatywna obyczajowo i przychylna raczej centroprawicy niż komunistom). Wynik wyborów jest konsekwencją specyficznego systemu partyjnego w Czarnogórze, gdzie dominująca jest w zasadzie tylko DPS, dzięki przejęciu struktur, infrastruktury i środków partii komunistycznej. Serbowie, choć otrzymują relatywnie dużo głosów, to jednak są mniejszością i nigdy wyborów nie wygrają, a inne partie mają duży problem z przebiciem się ze względu na brak środków. Oczywiście dla zachodu taki system jest bardzo wygodny, osoby kiedyś ulegające komunistom, dziś chętnie ulegają Brukseli – nie tylko przecież w Czarnogórze.
Drugim ważnym wydarzeniem jest szczyt NATO w Bukareszcie, a zwłaszcza poruszana tam kwestia przyjęcia Ukrainy i Gruzji do Sojuszu. Za jest przede wszystkim USA i Polska, ale też np. Bułgaria. Przeciw, co dość interesujące – Niemcy i Francja. O ile brak zainteresowania tradycyjnie prorosyjskiej Francji jest w pełni zrozumiały, o tyle sprzeciw Niemiec wymaga słowa komentarza. Niemcy – czy to jako państwo pruskie czy jako Cesarstwo – w zasadzie zawsze od XVII wieku używały karty rusińskiej do straszenia Polski i Rosji. Najpierw posyłali agentów, by podburzać Kozaków, potem w XIX-wiecznym Wiedniu wymyślono zamiast tradycyjnych Rusinów, Ukraińców i szachowano nimi Polaków w Galicji. Wreszcie przyszedł pierwszy traktat brzeski 9 II 1918, kiedy to Austria i Niemcy Ukraińskiej Republice Ludowej oddały kosztem Polski nie tylko cały Wołyń, ale i Chełmszczyznę. Wreszcie przyszły czasy II wojny światowej i niesławna kolaboracja ukraińskich nacjonalistów z nazistami. Jeśli dziś tak tragiczny dla nas w skutkach sojusz niemiecko-ukraiński poszedł tak dalece w niepamięć, że Niemcy nie chcą widzieć Ukrainy w NATO, może nas to tylko cieszyć. Tym bardziej powinniśmy wykorzystać to dla umocnienia naszej tam pozycji.
Naturalnie trzeba to robić mądrze. Z przyjęciem Ukrainy do NATO nie ma się co spieszyć, zwłaszcza że sami Ukraińcy nie są do tego przygotowani. Po drugie, na grząskim (nie tylko geograficznie) terenie ukraińskim trzeba poruszać się wyjątkowo ostrożnie. To kraj bardzo podzielony, niestabilny i bez rozwiniętych instytucji. To także kraj pełen antypolskich resentymentów. Nie jest dobrą metodą robić jakieś spontaniczne akcje na rzecz konkretnego polityka jak 3 lata temu, lepiej skupić się na inteligentnej dyplomacji i starać się utrzymać dobre stosunki z wszystkimi stronami ukraińskiej sceny politycznej.
Odnotować też trzeba wizytę bułgarskiego prezydenta Gieorgija Pirvanova w Warszawie. Ostatnio niektórzy w Polsce mają pretensje do Bułgarii, że zaangażowała się w South Stream, ale z drugiej strony jaka byłaby alternatywa dla Bułgarii? Obecnie takich nie ma, a jedyne co możemy zrobić to zamiast psioczenia im taką alternatywę stworzyć. Ostatnio zajmując się nie zawsze mądrą polityką wschodnią, zaniedbano południową. Efektem jest strategiczny jak się wydaje sojusz rosyjsko-bułgarski. Teraz najgorszą rzeczą byłoby z tego powodu obrazić się na Bułgarię, z którą oprócz spraw gazowych wiele nas nie dzieli, a łączyć mogą choćby wspólne interesy w UE. Zwłaszcza że Bułgaria zachowuje się rozsądnie, nie popiera Rosji bezmyślnie we wszystkim, czego dowodem jest przychylenie się do polskiego i amerykańskiego stanowiska w sprawie ukraińskiej i gruzińskiej.