Znowu mamy się cieszyć z Schengen
Tym razem lotniska. Nie będzie wreszcie kontroli paszportowej! Można latać bez przeszkód!
Naturalnie takie sformułowania bez problemu znajdziemy w prounijnej prasie. Na szczęście głównie polskiej, bo na zachodzie jednak nie maltretują swoich czytelników faktami bez znaczenia. Oczywiście nic nie słyszałem o zniesieniu imiennych biletów czy kontroli ze względów bezpieczeństwa, więc w praktyce nic się na lotniskach nie zmieni.
Oczywiście można mi zarzucić tym samym, że sam zajmuję się faktami bez znaczenia. To nie tak, bo w zasadzie chciałem napisać przy tej okazji o pewnej osobie, która chyba z Schengen cieszy się nie dość. O panu premierze. Nie jest to co prawda ani premier Słowenii, czyli teoretycznie najważniejsza persona w UE, ani premier Polski, ale premier innego kraju słowiańskiego - Czech.
Otóż Mirek Topolanek, z partii chwalonego już na tym blogu prezydenta Klausa, nazwał szykanami i faktycznym nieprzestrzeganiem porozumienia z Schengen ostatnie praktyki niemieckiej i austriackiej policji wprowadzone po rozszerzeniu strefy Schengen.
Trzeba bowiem wiedzieć, że Schengen to koniec kontroli na granicach, ale nie koniec służb granicznych, które dzięki “dobrodziejstwu” Schengen mogą nas kontrolować na terenie całych państw członkowskich. Widać z załączonego artykułu jakie ma to skutki dla swobody przemieszczania się po Unii Europejskiej. Oczywiście wcześniej mogła to też robić policja, ale teraz szansa na kontrolę jest jeszcze większa.
Czy na pewno pokazanie facjaty na przejściu stanowiło aż tak duży problem?
Zwracam też uwagę na jeszcze jedno. Premier Czech nie bał się (ani nie wstydził) skomentować praktyki bądź co bądź wewnętrznych służb Niemiec i Austrii. Słusznie bowiem w Czechach uważa się, że walka o własne interesy nie jest powodem do wstydu i wcale nie pogarsza pozycji kraju w UE. A problem dotyczy też polskich kierowców - niestety nasze władze wybierają milczenie…