Musik in Mirabell
(…)
Der Ahnen Marmor ist ergraut.
Ein Vogelzug streift in die Weiten.
Ein Faun mit toten Augen schaut
Nach Schatten, die ins Dunkel gleiten.
Das Laub fällt rot vom alten Baum
Und kreist herein durchs offne Fenster.
Ein Feuerschein glüht auf im Raum
Und malet trübe Angstgespenster.
(…)
Oczywiście w rzeczywistości nie wygląda to tak ponuro jak w zacytowanym wyżej wierszu Georga Trakla. Wchodzimy do pięknej sali rokokowego pałacu, bogato zdobionej, zaopatrzonej w efektowne, wielkie lustra i żyrandole słynnej (?) Marmorsaal. Zamiast dzikich psów i ptaków wlatujących przez niedomknięte okna, mamy elegancką publiczność i miejsca przygotowane na czterech muzyków.
Zaczynamy. Program przewiduje kwartety Mozarta – jeden wczesny, z kwartetów mediolańskich – a więc muzyka, lekka, elegancka, przyjemna dla ucha, idealna wprost na te wnętrza. Następnie zaaranżowana na kwartet XIII serenada Mozarta („Eine kleine Nachtmusik”), taki ukłon w stronę szerszej publiczności, by każdy mógł sobie powiedzieć „to znam, jaki ze mnie koneser!”. Z drugiej strony nie schodzimy poniżej właściwego dla miejsca i okoliczności elegancji. Po krótkiej przerwie KV 387, czyli już pierwszy z kwartetów tzw. haydnowskich Mozarta (czyli już wiedeńskich, samemu Haydnowi dedykowanych), zamyślony, pełen lekkich dysonansów – coś dla tych, którzy koneserami akurat mają powody się nazywać, jednocześnie nie odbiegający od utworów wcześniejszych - nawet wspólna tonacja ze słynną, wcześniej graną serenadą. Jeśli dodamy do tego, w tych wnętrzach mógł koncertować (przynajmniej z pierwszym z tych utworów) sam Wolfgang Amadeusz, mamy poczucie, że kilkanaście euro wydane bilet nie było stracone.
***
- Oh! Hands down for summer school. We’re the only young people here – zauważyła I***, pochodząca z tego kraju południowej Europy, gdzie kobiety są niewątpliwie najbardziej urodziwe. Uwaga była nad wyraz trafna, po krótkim ogarnięciu wzrokiem sali, trudno byłoby dostrzec kogoś poniżej pięćdziesiątki, a średnia wieku oscylowała w granicach uznawanych już w tym socjaldemokratycznym kraju niewątpliwie za emerytalny.
Może więc Trakl ma rację? Czy dawny blask wnętrz pałacowych i pięknej muzyki nie przykrywa istotnej pustki i nijakości tego miejsca? Czy miejsce to, jak i chyba cała Europa, nie jest tylko cieniem samego siebie i swojej dawnej świetności?