Dotychczas mało miejsca poświęcałem największemu krajowi słowiańskiemu – Rosji. Z jednej strony było to spowodowane brakiem ważniejszych wydarzeń w tym kraju w ciągu ostatnich kilku miesięcy, z drugiej tym, że jednak tematyka euroslawistyczna skupia się na państwach leżących w Unii Europejskiej bądź do niej aspirujących. Teraz jednak, przy okazji sukcesji na stanowisku głowy państwa, nie można kilku słów Rosji nie poświęcić.
Oczywiście Rosja to nie tyle temat-rzeka, co temat-ocean. Tutaj więc ograniczę się do samych wyborów w kontekście relacji z innymi państwami słowiańskimi.
Miedwiediew – dobrze wykształcony prawnik, protegowany Putina, członek rady nadzorczej Gazpromu, wicepremier, biznesman. Wszystko to zapowiada kontynuację obecnej polityki – technokratyczne, z drugiej strony pompatyczne rządy nastawione na bogacenie się dzięki wysokim cenom surowców. Zresztą Miedwiediew już poczynił w tym celu stosowne kolejne kroki, obiecując nową nitkę South Stream podczas wizyty na Węgrzech i w Serbii. Sama kontynuacja, stabilność w prowadzeniu polityki zewnętrznej oczywiście zazwyczaj dobrze służy regionowi i tak jest też w tym przypadku. Nie da się też ukryć, że rosyjski quasi-demokratyczny system sukcesji ma w sobie coś pociągającego. Prezydent zachodniego kraju, nawet USA, pod koniec kadencji w ogóle nie jest poważany, bo nie wiadomo czy następca będzie kontynuował jego politykę. Z prezydentem Rosji jest inaczej. Metoda sukcesji to niewątpliwy sukces Władimira Putina – jeśli porównamy z niepewnością czasów Jelcyna, kiedy można było poważnie obawiać się powrotu do władzy komunistów. Pozytywnie należy też skomentować wsparcie dla Serbii w tym tak trudnym dla niej okresie. Rosja wydaje się rozumieć, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i skutecznie pokazała się jako przyjaciel Serbii.
Ale niewątpliwy blask rosyjskiej polityki nie może nam przysłaniać ciemnych stron. Pomijam już kwestie ochrony tzw. praw człowieka, bo będąc uczciwym musielibyśmy też sporo poszukać „u siebie” – czyli w tzw. demokracjach zachodnich, pomijając już często niepraktyczność stosowania zachodnich wzorców w obcej kulturze. Niepokojąca jest jednak w znacznej mierze orientacja rosyjska w polityce wobec Niemiec i państw zachodniosłowiańskich. Niepokojący jest agresywny ton wobec tarczy antyrakietowej, niepokojące są koncepcje North Stream, niepokojąca jest wreszcie ścisła współpraca z Berlinem – zarówno z opcją socjaldemokratyczną (obecne miejsce pracy Schrödera starczy za cały komentarz), jak i z chadecką. Nawet tak przyjaźni Rosji komentatorzy jak Roman Dmowski przyznawali, że z silnych wpływów Niemców w Moskwie nigdy nic dobrego dla Polski i dla Europy Środkowej nie wynikało.
Miedwiediew jest z Petersburga (tak jak Putin) i jest w tym pewna symbolika. Petersburg nie tylko z nazwy kojarzy się w Rosji z silnymi wpływami Niemców. Za carów, gdy był stolicą, do aparatu urzędniczego tłumnie ściągali zamieszkali w pobliskich Inflantach Niemcy. Rodzime, bojarskie, słowianofilskie tradycje kojarzyły się zawsze z Moskwą. Już sama architektura obu miast świetnie wyraża różnice, o których piszę.
A czego potrzebuje dziś Rosja? Prawdziwym problemem Rosji nie jest tarcza antyrakietowa czy słuszne i niesłuszne pretensje opinii polskiej. Problemem jest niski przyrost naturalny, wyludniająca się Syberia i ostry z tamtej strony napór Chin. Rosja skierowana na ekonomiczną i dyplomatyczną ekspansję w tereny zachodniej i południowej Słowiańszczyzny może nie mieć wystarczającej siły na wschodzie. Rosji można nie lubić, ale rozsądek nakazuje wspierać ją w rywalizacji z totalitarnym państwem chińskim.
Kolejnym problemem Rosji jest gospodarka. Oczywiście nie są prawdziwe opowiadane czasem zupełnie poważnie głupie plotki, że „Rosja ma PKB takie jak Belgia” (różnica jest kilkakrotna). Rosyjska gospodarka nie jest słaba, jest silny wzrost, niskie podatki, korzystne warunki do inwestowania. Problemem jest jednostronność – uzależnienie od sytuacji na rynkach surowców. Duży kraj nie może na dłuższą metę tak funkcjonować, bo ceny surowca to rzecz niebywale zmienna. Przestrzec jednak trzeba rosyjskie władze przez ponownym sprowadzaniem zachodnich „liberalnych eskpertów”, jak Sachs czy Rostowski. Ci doradcy już raz doprowadzili Rosję do silnego kryzysu, a w kilku innych państwach niewiele im brakło. Jeśli Miedwiediewowi uda się nakierować rosyjską gospodarkę na bardziej wielostronną działalność jednocześnie bez błędów polityki lat 90., będzie to jego wielkim sukcesem – tak jak sukcesem Putina było doprowadzenie do tego, że w Rosji regularnie wypłacane są emerytury i większość osób płaci podatki.
Tagi: Miedwiediew, polityka, Rosja