Dlaczego Serbia utraciła Kosowo? Kilka mitów do rozwiania…
Zarówno wśród części opinii niechętnej Serbii, jak i wśród obserwatorów próbujących zazwyczaj zachować obiektywizm spotkać się można z kilkoma przekonaniami czy to o słuszności, “sprawiedliwości historycznej” utraty przez Serbię Kosowa, czy to o korzyściach jakie z tego płyną. Postaram się wyjaśnić kilka powstałych tu nieporozumień.
1. Serbia została ukarana za agresywną, “niedyplomatyczną” politykę wobec zachodu
Naturalnie polityka Slobodana Miloszewicza, socjalisty i nacjonalisty nie była słuszna. Miloszewicz hamował rynkowe reformy, zamykał się na świat, nie potrafił ułożyć stosunków z sąsiadami - nie tylko nowo powstałymi Chorwacją czy Bośnią, ale też z Węgrami, Rumunią czy Bułgarią, tolerował bezkarność zbrodniarzy wojennych. Nie zamierzam go bronić.
Trzeba jednak pamiętać, że Miloszewicz od 2000 roku nie pełnił już w Jugosławii żadnej funkcji publicznej, od kilku lat był sądzony przez trybunał w Hadze, a od prawie dwóch lat nie żyje po śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach w haskim więzieniu. Od tego czasu rządzą Jugosławią i Serbią politycy proeuropejscy, często wręcz socjalliberalni (jak Tadić). Politycy ci współpracują z trybunałem w Hadze (Serbowie to najliczniejsza grupa wśród sądzonych), dostosowują prawo wg wskazań unijnych ekspertów. Ironią historii jest, że aplauz Europy wobec oderwania części Serbii następuje tydzień po odtrąbieniu “ulgi” z powodu zwycięstwa kandydata popieranego przez UE i “wybraniu przez Serbię słusznej drogi”.
Jeśli zachód chciał “ukarać” Serbię za wojny na Bałkanach (co i tak moim zdaniem byłoby niesłuszne) powinien to uczynić od razu. Tymczasem pokawałkowanie terytorium tzw. nowej Jugosławii nastąpiło, gdy rządy popierane przez UE były już dobrze ugruntowane.
2. Większość mieszkańców Kosowa to nie Serbowie, więc dlaczego mają być w Serbii.
Ale też nie żadni Kosowarzy. Taki naród został naprędce wymyślony dla legitymacji wypływającej z zasady samostanowienia narodów (o jej szkodliwości jeszcze kiedyś na pewno napiszę). Większość mieszkańców tej prowincji to Albańczycy - kierując się więc zasadą samostanowienia powinni zostać przyłączeni do Albanii. To oczywiście byłoby nie do zaakceptowania ani przez nich (zewnętrzny rząd, który przypadkiem mógłby tam zrobić porządek), ani przez Albanię (zbyt duży kłopot), ani przez Europę - szkodliwość precedensu z przesunięciem granic jednego kraju do drugiego jest już zbyt dobrze widoczny.
3. Może i Serbowie mają rację, ale taka sytuacja osłabia wpływy Rosji, naszego największego wroga, trzeba więc Kosowo poprzeć.
Czy Rosja jest naszym największym wrogiem, oczywiście można długo się zastanawiać. Załóżmy jednak (na potrzeby tego argumentu), że tak jest w istocie. Co więc Rosja traci? Kawałek sojuszniczego państwa, wątpliwej wartości gospodarczej i (dla nich, co innego dla Serbów) sentymentalnej. Możliwość zainstalowania baz NATO - owszem to może im szkodzić, ale bazy NATO bez problemu można umieścić bliżej granic Rosji - na Mazurach, nad Jeziorem Pskowskim czy w Gruzji. Kosowo jest od Rosji dość daleko.
A co Rosja zyskuje? Przyjaźń Serbów, która jest w praktyce bez alternatywy. Serbowie widzą, że mogą liczyć tylko na Rosję - choćby ta bardziej popierała inne państwa bałkańskie (co moim zdaniem ma miejsce, o tym wkrótce). Drugą ważną dla Rosji sprawą jest precedensowość - którą już Moskwa próbuje wykorzystać w Gruzji. Rosji natomiast taka precedensowość mało zagraża - los Czeczeni jest jasnym sygnałem, jak ewentualni separatyści zostaną potraktowani i ile zrobi w tej sprawie zachód.
4. Wszyscy to popierają, więc my też musimy.
To oczywiście element szerszej polityki “podobania się w Europie”. Polityki, która pozbawia nas samodzielnego kształtowania swoich interesów nie dając nic w zamian. Poza tym oczywiście, Hiszpania, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Cypr i Grecja też są w UE i jakoś się tym nie przejmują.
5. Flagellum dei
Pozwolę sobie zacytować do jakiego typu argumentacji się odnoszę:
“Tak się zastanawiałem po rozmowach na ff czy nie moznaby traktować secesji Kosowa w kategoriach flagellum Dei?Porys kiedyś zapodawał linka z odsetkiem aborcji za czasów Jugosławii- no po prostu trwoga,ilość chrześcijań jest zbliżona w populacji serbskiej do ilości chrześcijan we Francji.Dziś w telewizorze mignął mi Taci w towarzystwie jakiegoś muslimskiego oficjela i katolickiego purpurata.Może to naprawdę jakiś bicz Boży na spoganiałych Serbów.”
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1488332#p1488475
Argument tego typu jest bardzo trudny, bo nie odwołuje się do polityki i historii, ale historiozofii. Tutaj jednak stąpając po ziemii odwołam się jedynie do kwestii aborcji wśród Serbów. Naturalnie wiąże się z tym przyrost naturalny. Jednak kiedy porównamy różnice w przyroście naturalnym to okaże się, że (przy identycznym przyroście wśród Serbów jak wśród Albańczyków) zamiast proporcji 92:5, byłaby ok. 90:7. Czy coś to zmienia?
Główną bowiem przyczyną spadku liczby Serbów w Kosowie w II połowie XX wieku była zapaść cywilizacyjna prowincji. Serbowie jako bardziej mobilni i lepiej wykształceni przenosili się do lepiej rozwiniętych obszarów byłej Jugosławii. Albańczycy jako nieznający serbochorwackiego, gorzej wykształceni, nieprzystosowani do życia w miastach, a często analfabeci zostawali w Kosowie.
Poza tym nowa konstytucja Kosowa ma jak słyszymy zawierać np. zagwarantowanie aborcji i być może szerokich praw homoseksualistów. Bicz to może i jest, ale na Boży nie wygląda.
luty 25, 2008 @ 9:21 pm
rozum>To oczywiście element szerszej polityki “podobania się w Europie”. Polityki, która pozbawia nas samodzielnego kształtowania swoich interesów nie dając nic w zamian. Poza tym oczywiście, Hiszpania, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Cypr i Grecja też są w UE i jakoś się tym nie przejmują.
Wszystkie wymienione kraje mają własne “Kosowa” [Cypr [a więc i Grecja], Hiszpania, Rumunia via Mołdawia[Naddiniestrze], a Słowacja ma znaczną i bojową mniejszość węgierską. Kraje te mają więc, choćby pośrednio, interes w tym, żeby nie uznawać jednostronnych deklaracji niepodległości.
U nas ten argument odpada bo nie mamy [poza paroma śląskimi komediantami] mniejszości o charakterze separatystycznym.
W istocie dla Polski poza argumentami czysto legalistycznymi i sentymentalnymi [bo Serbowie to Słowianie] nie ma żadnych argumentów przeciwko uznaniu. A argument za: “wszyscy to robią więc i my musimy” jest o tyle uzasadniony, że nie ma sensu przeciwstawiać się najsilniejszym krajom tylko po to żeby “zaznaczyć samodzielność”. Do “zaznaczania” jest/będzie wiele innych, uzasadnionych, okazji.
rozum>kierując się więc zasadą samostanowienia powinni zostać przyłączeni do Albanii
Samostanowienie nie polega na tym, że “wy jesteście Albance to Was tam przyłączymy”. Samostanowienie jak wskazuje nazwa jest czymś co dana wspólnota robi sama- tu wspólnota kosowskich Albańczyków- jeśli zdecydowali się na niepodległość to mają niepodległość [przynajmniej teoretyczną].
Zresztą istnieją co najmniej dwa powody dla których połączenie z Albanią byłoby niemożliwe. Jeden to ten o którym mówisz [niechęć samej Albanii], a drugi to niechęć Unii. Wchłonięcie przez Albanię oznaczałoby że Unia utraci [znacznie ograniczy] w tej nadzorowanej prowincji swoje wpływy.
luty 26, 2008 @ 9:25 pm
O przyczynach uznania i o tym, że niekoniecznie jest to czysto egoistyczna obawa przed własnymi mniejszościami, tylko w przypadku hiszpańskim jest to jedyna (!) przyczyna. Natomiast nie jest to wcale tak, że “sprzeciwimy się” większym krajom, bo te od nas niczego nie żądają. I nie chodzi tu o żadne “zaznaczenie samodzielności”, tylko o decyzję słuszną.
Naturalnie kwestionowanie tzw. powojennego porządku granic jak najbardziej sprzeciwia się interesowi Polski, ale to są kwestie dość oczywiste - choć być może “czysto legalistyczne”. Tyle że w naszym (polskim, europejskim i powszechnym) interesie leży przestrzeganie prawa.
Co do samostanowienia - przypominam, że jest to samostanowienie narodów, a nie dowolnie skonstruowanych wspólnot. Założenie, że “wspólnota” na danym obszarze ma prawo ten obszar odłączyć od państwa, w którym się znajduje ma absurdalne konsekwencje. Dość łatwo - na przykładzie Kosowa właśnie - to pokazać. Zakładamy, że “wspólnota mieszkańców Kosowa” ma prawo się odłączyć od Serbii, bo na tym obszarze stanowi większość. Natomiast w rejonie Mitrowicy większość stanowią Serbowie, oni też więc konsekwentnie mają się prawo odłączyć - teraz od Kosowa. Potem okazuje się, że obszar jakiejś wsi obok Mitrowicy zamieszkują Albańczycy albo jeszcze lepiej Cyganie. Teraz oni “jednostronnie odłączają się” od Mitrowicy. Naturalnie w części tej wsi może być osada, gdzie większość z powrotem stanowią Serbowie.
Kluczowe jest bowiem przyjęcie podmiotu, który decyduje. W zasadzie samostanowienia narodu, zasadą tą jest naród, a nie abstrakcyjna wspólnota mieszkańców dowolnie dobranego obszaru.