4 tury, 141 głosów, czyli większość bardzo niewielka – ale ostatecznie dziś się udało. Połączone izby czeskiego parlamentu wybrały na kolejną kadencję prezydenta Vaclava Klausa.
Klaus to postać bardzo znana i kontrowersyjna. Minister finansów Czechosłowacji, potem premier Czech, lider opozycji i wreszcie prezydent. Sprawny reformator, potem zajadły krytyk socjaldemokratów, wreszcie dumna głowa państwa.
Nie ukrywa swoich konserwatywnych poglądów i niechęci do socjalnej wizji państwa, jest krytykiem “walki z ociepleniem”, Unii Europejskiej i nieuzasadnionych ingerencji w czeskie sprawy. Jednoznacznie odpierał roszczenia “wypędzonych” Niemców tzw. sudeckich, dobrze współpracował natomiast z prezydentami Bushem i Kaczyńskim.
Cieszy, że osoba o tak niestandardowych jak na “zachodni wzorzec” poglądach może być czeskim prezydentem już drugą kadencję. Cieszy, że czescy parlamentarzyści wybierają nie przejmując się tym, “co powie zagranica”.
Nie cieszy natomiast sytuacja w Kosowie, gdzie prawdopodobnie byli terroryści w niedzielę proklamują oderwanie od Serbii (o niepodległości trudno mówić). Kampania wyborcza w Serbii się już skończyła, państwa europejskie mają nadal przychylnego sobie prezydenta, więc większość z nich “niepodległość” uzna. Nic dobrego to naturalnie nie przyniesie, co na bieżąco postaram się relacjonować.