Wspomnień z Salzburga część druga.
Piątkowe popołudnie, jedna z eleganckich kawiarni w centrum miasta. Rozmowa schodzi na temat palenia, czy palimy, czy próbowaliśmy, czy nam przeszkadza jak ktoś pali itd. Ostatecznie rozmowa schodzi na temat regulacji w poszczególnych krajach. Niektóre kraje oczywiście wprowadziły drastyczne ograniczenia, w praktyce umożliwiające palenie wyłącznie w domu.
- And what about Poland? – pyta H***, paląca, z jednego z takich właśnie krajów (nawiasem mówiąc tego z zachodnich, gdzie ludzie są najsympatyczniejsi)
- In Poland, we have too liberal attitude to this problem to… - odpowiadam.
- Liberal!? But it’s not the case of freedom! Smoking is unhealthy, it causes cancer (etc. etc.)
Nie będzie to post o tym, czy, gdzie i w jakim zakresie powinno się pozwalać palić. Zainteresowało mnie owo ’case of freedom’. Czym ono w zasadzie jest? Rozmowa potoczyła się w innym kierunku, ale co kojarzy się pewnej części Europejczyków z wolnością domniemywać można z wydarzeń w trybunałach europejskich czy zachodniej, zwłaszcza lewicowej i liberalnej prasy.
Czym jest jednak wolność? Osiemnastowieczni liberałowie uważali wolność za brak ograniczeń, za pewną sferę dostępną jednostce, w granice której nikt nie może ingerować. Wolność była czymś negatywnym, była wolnością „od”, roszczeniem tylko najwyżej o zaniechanie, o niewchodzenie na cudzą działkę. Oczywiście, liberałowie zwłaszcza z tego zachodniego kraju, z którego pochodzą najsympatyczniejsi ludzie, nie uważali wolności za coś absolutnego. Wolność pozwalali ograniczać, ale ze względu na ważny interes – jednostki, a nawet ogółu. I przede wszystkim, o ograniczeniu wolności trzeba sobie jasno powiedzieć – tak, to jest wolność, ale są też inne wartości. Życie, bezpieczeństwo, porządek. Locke np. mówił „Life, liberty, property” – jak widać wolność nie jest tu rozumiana absolutnie.
W takim klasycznym rozumieniu, możliwość palenia jest niewątpliwie wolnością. Możemy ją ograniczać, np. właściciel lokalu może dać tabliczkę „no smoking”, „ne pas fumer” czy „rauchen verboten”. Z językowego punktu widzenia to typowe sformułowania wyrażające zakaz, czyli ograniczenie wolności.
Tak było kiedyś. Wieczorem następnego dnia siedzę w holu hostelu. Tam, w przeciwieństwie do rzeczonej kawiarni, jest stosowna tabliczka, ale brzmi zupełnie inaczej. „Rauchenfreie zone” [strefa wolna od palenia]. To, co kiedyś było wolnością, dziś jest zniewoleniem, a zakaz określany jest wolnością. Oto gdzie zawędrował europejski liberalizm – w meandry nowomowy i politycznej poprawności. Ale nikt się tym już nie przejmuje. Dlatego właściwsza byłaby chyba tabliczka „Denkenfreie Zone”.
Tagi: liberalizm, palenie, wolność
luty 28, 2008 o 12:11 pm |
nie do końca się z Tobą zgodzę. Liberalizm zawędrował długą drogę od XVII i XVIII, a nawet XIX wieku. Sprawa wolności zresztą wędruje nieco innym torem niż historia liberalizmu. (Locke nie był liberałem wg. klasycznej teorii, w jego teoriach brakuje melioryzmu). A w tej sprawie chodzi o coś innego. Dzisiejsza doktryna praw człowieka określa inaczej pewne sprawy, dziś znów mamy doczynienia z prawami do. I tak właśnie istnieje prawo do zdrowia. W krajach zachodnich właśnie i usa najczęściej występuje zakaz palenia ze względu na obecność ludzi pracujących, którzy powinni mieć zagwarantowane odpowiednie warunki pracy, wolne od zagrożeń dla zdrowia.
marzec 9, 2008 o 10:38 pm |
Prawo do zdrowia to totalny absurd. Prawo to musi być coś do wyegzekwowania na drodze prawnej, przynajmniej tak to klasyczna oświeceniowa (ale i pozytywistyczna) doktryna rozumie. Czyli prawo do własności polega na tym, że mogą pozwać kogoś kto mi wchodzi na działkę. Prawo do ochrony danych osobowych polega na tym, że jak ktoś posługuje się moimi danymi bez mojej zgody, to mogę od niego skutecznie dostać odszkodowanie, mogę żądać zaniechania naruszeń itd.
Kogo mam niby pozwać jeśli zachoruję? I o co?
Czym innym jest znowu zadanie pańśtwa polegające na ochronie (!) życia i zdrowia. Nie ma tu, co charakterystyczne, żadnego roszczenia. Oczywiście w głupich konstytucjach jest to głupio napisane, u nas nie.
W każdym razie, to tak na boku. Nie chodzi o same zakazy palenia, ale o to, by nie robić ludziom wody z mózgu, że zakaz to odmiana wolności.