Z czego nam się każą cieszyć, czyli słów kilka o wejściu państw słowiańskich do „strefy Schengen”

By rozum

Znikają granice. Nie ma już zagranicy. Padła żelazna kurtyna. Tego przynajmniej dowiedziałem się rano w radiu.

Oczywiście zauważyć trzeba, że żelazna kurtyna padła dość dawno. Tak dawno, że prawdopodobnie większość mieszkańców Europy Środkowej nie pamięta już kiedy. Z przekraczaniem granic większych problemów od tego czasu żadni uczciwi obywatele nie mieli. Wydawany bez problemu paszport, ruch bezwizowy, jedynym utrudnieniem dla samochodów osobowych była niekiedy drobna kolejka na przejściu granicznym (zazwyczaj mniejsza niż korki np. dzisiaj w Krakowie).
Na czym więc polega to „otwarcie Europy”, jakie dziś uczcili przywódcy? Głównie na zniesieniu kontroli paszportowej na granicach wewnętrznych. Kontroli, która obecnie sprowadzała się do pomachania celnikowi przed oczyma aktualnym dokumentem ze zdjęciem. Chyba że…
Tu dotykamy oczywiście sedna problemu. Nie zawsze chcemy pokazać dokument. Oczywiście nie mam tu na myśli uczciwych mieszkańców Wspólnoty, którym konieczność okazania facjaty uwiecznionej w plastiku czy na papierze zazwyczaj nie wadzi. Ale wyobraźmy sobie, że sprawa dotyczy osoby ukrywającej się przed organami ścigania. Obecnie może ona najzupełniej legalnie przekroczyć granicę i w zasadzie nie ma podstaw, by ją legitymować. Dla europejskiej mafii Schengen to rozwiązanie idealne. UE niby coś zrobiła, żeby temu przeciwdziałać, powołano w ramach III filaru pewne instytucje do zwalczania przestępczości międzypaństwowej. Postępuje to jednak opornie, czemu trudno się dziwić, zważywszy na to, że żadne, nawet najbardziej „postępowe” państwo nie jest skore oddawać atrybutów swej suwerenności. (no chyba że państwo, które kiedyś przegłosowało własne rozbiory, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę). Naturalnie aspekt ten pomija się zupełnie pisząc o Schengen. Wiadomo – same zalety.
Wspomina się – choć rzadko – o innych problemach. Granica wschodnia UE. Tam w ramach demontażu nieistniejącej żelaznej kurtyny na zachodzie, zbudowano nową. Problem dotyczy praktycznie całej wschodniej UE, ale szczególnie widoczny jest we wschodniej Polsce. Teraz staną się już kompletnymi peryferiami, gdzieś na końcu świata…
Świat bowiem to UE, a UE to świat. Jak bowiem inaczej rozumieć stwierdzenie Prezydenta największego kraju, który dziś dołączył do Schengen, który bez ogródek w wygłoszonym 1,5 godziny temu powiedział: „Działamy dla dobra UE, a więc całego świata”?

Dodaj komentarz