Generalnie trzeba te dwie idee – aczkolwiek powiązane z sobą – odróżniać. Panslawizm to w skrajnej postaci ruch, którego celem było roztopienie się narodów słowiańskich w jednej Słowiańszczyźnie, pełna unifikacja wszystkich Słowian w jednym państwie słowiańskim. Pośrednio znajdowało to wyraz w tworzeniu Jugosławii i Czechosłowacji. Do takich idei euroslawizm nie nawiązuje. Państwa wielonarodowe egzaminu nie zdały. Rozpadły się Austro-Węgry, Czechosłowacja, Jugosławia, Porta Ottomańska czy wreszcie ZSRR. Oczywiście można zastanawiać się, czy przyczynami upadków tych nie były np. quasi-totalitarne reżimy demokracji ludowej czy przegrane wojny, ale nie ma chyba potrzeby sprawdzać tego znowu.
Postulatem pozostaje współdziałanie – z poszanowaniem własnej samodzielności – w ramach UE, ale też nie zważając na jej granice, państw słowiańskich. Chodzi tu mniej więcej o taką formułę jaką przyjmują państwa nordyckie. Współpraca kulturalna, polityczna, ekonomiczna, ale zachowanie odrębności. Przynosi to tym państwom spore korzyści, bo jak pisałem już ostatnio – w pojedynkę nie da się zbyt wiele załatwić. Naturalnie cele będą już inne niż państw nordyckich, co wypływa z geopolityki i innej mentalności Słowian.
Oczywiście euroslawistą można być niezależnie od poglądów politycznych, z pewnym jednak zastrzeżeniem. Sprzeczny z taką ideą byłby kosmopolityzm, sprowadzający się do postulatu budowy w przyszłości superpaństwa unijnego czy tym bardziej światowego. To samo tyczy się internacjonalizmu, np. marksistowskiego. Sprzeczność może występić też jednak z drugiej strony politycznego spektrum - odrzucić należy bowiem ślepy ksenofobiczny nacjonalizm odrzucający wszelką współpracę międzynarodową. Euroslawizm jest bowiem niczym innym, jak postulatem międzynarodowej współpracy. Naturalnie idee takie przemówią chyba najbardziej do umiarkowanej prawicy, nurtów konserwatywnych, chrześcijańsko-demokratycznych, klasycznoliberalnych, agrarystycznych - takich, które nie odrzucają jawnie tradycji i kultury, sprzeciwiają się biurokracji i kołchoźniczemu myśleniu Brukseli. Ale trzeba też pamiętać, że nie wszyscy lewicowcy to kosmopolityczni maniacy.
Na koniec trochę o tym, co będzie treścią blogu w tej części. Przede wszystkim prezentacja sytuacji w poszczególnych państwach słowiańskich, zwłaszcza tych w UE, ale i z odniesieniem się do tych poza i krajów sąsiadujących ze słowiańskimi – od Grecji i Turcji po Litwę i Niemcy. Po drugie – postulaty wspólnych działań, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co już jest, bo realne sytuacje cieszą bardziej niż choćby nawet najpiękniejsze, ale tylko postulaty. I wreszcie – poszukiwanie wspólnych interesów i dostrzeganie także wspólnych zagrożeń. Na początku jednak odnieść się wypadnie do problemów najbardziej palących – Kosowa i konstytucji europejskiej.
listopad 16, 2007 o 8:47 pm |
Ciekawe złożenia , z tym,że nieco idealistyczne.Otóż narody słowiańskie żyją w podwójnym cieniu: Słowiańskiej Rosji i antysłowiańskich Niemiec. Te dwa mocna zmitologizowane obrazy tworzą polityczną tożsamość europejskiej Słowiańszczyzny.Zmitologizowane , gdyż ani ta Rosja nie jest mocno słowiańska ani też Niemcy antysłowiańscy.
Te dwa punkty orientacyjne wyznaczają politykę państw słowiańskich. Wśród tych, w których dominuje antyrosyjskość jako brzemie historyczne jaknp. Polska czy Ukraina jest silne parcie okcydentalne generalnie sprowadzające sie do tego,że w Polsce wygrywa wybory maskotka Angeli o trudnej urodzie.PiS bowiem w oczach opinii został przedstawiony jako za mało proniemiecki ,a więc “obciachowy”.
Narody Mitteleuropy poza Polakami i Węgrami są narodami plebejskimi,bez tradycji szlacheckich. Łatwo takim narodom wmówić “obciachowość” tradycji, tradycji głównie ludowych , folklorystycznych.W dobie demokracji polegającej na plebiscycie szołmenów grupy odwracające się od własnych tradycji uzyskują poparcie w wyborach.W Polsce tradycje szlacheckie zostały zniszczone przez obydwie siły.
Z tych względów jakoś nie widzę możliwości szerszej współpracy środkowo-europejskiej czy Słowiańskiej.
listopad 18, 2007 o 6:40 pm |
Niezupełnie się zgodzę.
Po pierwsze, myślenie w kategoriach “Rosja albo Niemcy” jest korzystne głównie z właśnie ich punktu widzenia. Narody słowiańskie (wraz z tymi, z którymi da się współpracować) to razem co najmniej 80 mln ludzi (z pewnych względów liczę bez Ukrainy) – tyle co Niemcy. Naturalnie w rozproszeniu nie jest to żadna siła i wtedy rzeczywiście dyskusja tak wygląda.
Po drugie, osobiście sądzę, że z Rosją jakieś stosunki sensowne można ułożyć. Tylko nie można tego robić ani agresywną rusofobią, ani serwilizmem.
Po trzecie, plebejskość narodów słowiańskich to mit (głównie kreowany przez Niemców). Najbardziej “plebejskie” mają być oczywiście Czechy – czego słuchając np. Dvořaka nigdy jakoś nie mogę pojąć. Zresztą zastanówmy się – jakąż to “szlachecką tradycję” mają np. Francja czy USA? Dokładnie antyszlachecką. Jak część państw słowiańskich, ale nie stanowi to przecież żadnego “obciachu” (chyba dla bardzo konsekwentnych integrystów)
Po czwarte, PiS został przedstawiony jako izolowany w Europie. Sama jazda na sprawach niemieckich nic by lewej stronie nie przyniosla. A współpraca w ramach państw słowiańskich pozwalałaby na tworzenie odpowiedniej atmosfery “niezamykania się w zaścianku”. A zwycięstwo “partii zagranicy” nie jest powszechnym zjawiskiem w państwach Europy środkowej, dlatego polskim przypadkiem się w tym momencie nie zajmuję. Tak samo od obecnych władz polskich nie oczekuję działania w przedstawionym zakresie (można mieć jakieś złudzenia co do Prezydenta, ale zważywszy na Jego np. stosunek do Rosji, nie trzeba się chyba przy tym zbyt długo zatrzymywać).
Przepraszam za opóźnienie w upublicznieniu komentarza, ale złośliwy program potraktował jako “spam”.
grudzień 19, 2007 o 10:50 am |
O ile w przypadku Austro-Węgier można mówić o rozpadzie spowodowanym kwestiami narodowymi, to w przypadku ZSRR były raczej ważniejsze czynniki niż niepodległość poszczególnych państw wchodzących w jego skład.
grudzień 19, 2007 o 1:27 pm |
Moim zdaniem rozpady ZSRR, Jugosławii, Czechosłowacji są jak najbardziej analogiczne. Działają generalnie 3 przyczyny:
- upadek systemu tzw. demokracji ludowej
- działania państw trzecich
- dążenie narodowościowe
Oczywiście układa się to w różnej proporcji. W Czechosłowacji czynnik narodowy był jednak kluczowy – wiadomo jedni zawsze rządzili, drudzy wcale, więc nic dziwnego, że chcieli wreszcie porządzić. W Jugosławii dochodziły jeszcze czynniki religijne i spora rola dyplomacji.
Naturalnie w państwach b. ZSRR uczucia narodowe są sprawą często wtórną, zwłaszcza na Ukrainie. Zachód swoje też tam zrobił, zwłaszcza w tradycyjnej swojej strefie wpływów już od średniowiecza – czyli Inflantach. A grał właśnie na uczuciach narodowych, tak samo jak grali na uczuciach narodowych Słowaków, Słoweńców, Chorwatów czy ostatnio Albańczyków. W Polsce grano zresztą na takich samych uczuciach, argumentując dlaczego powinniśmy zrywać kontakty ze wschodem. Choć o tym, że większość ziem obecnego państwa było przed 1914 nie pod Rosją, a pod pewnym innym państwem – starano się w tej specyficznej propagandzie zapomnieć.
PS. Rzeczywiście nie widać w komentarzach, czy piszący posiada własny blog.
październik 8, 2008 o 10:21 am |
Idea ogólnie pansłowiańska nie była w żadnym tym kraju ideą przewodnią, co do Jugosławii działał destrukcyjnie tam, konfesjonalizm katolicko-prawosławno -islamski, nakładający się na historyczny podział na Serbów i Chorwatów no i późniejszych Bośniaków, to Tito pół Chorwat pół Słoweniec doprowadził do dużej autonomii jugosłowiańskich republik, która w końcu zaowocowała rozpadem Jugosławii.
Powstawał tam w sposób naturalny naród Jugosłowiański w czasie rozpadu Jugosławii tak określało się zdaje się do 4,5 ludzi do 20% jej mieszkańców tak więc gdyby Jugosławia przetrwała by jeszcze z 50 lat może nie uległaby destrukcji, sam język serbochorwacki to było za mało by powstrzymać rozpad idący po linii konfesjonalnej i etnicznej.
Czechosłowacja miała jakieś mgliste pansłowiańskie palny unii z Polską tylko wtedy, gdy znajdowała się pod okupacją niemiecką czy była zagrożona hitlerowskimi żądaniami terytorialnymi.
ZSSR był zdecydowania internacjonalistyczny i nastawiony światowo komunistycznie, kosmopolitycznie, a nie nacjonalistycznie.
Oczywiście idee pansłowiańskie w jakimś tam stopniu funkcjonowały w tych państwach ale były one raczej jakąś bliżej nieokreśloną świadomością faktu wspólnego pochodzenia, niż z żelazną konsekwencją realizowaną ideą zjednoczenia np. panteutońska po linii krwi jak było to zrealizowane przez Bismarcka w Niemczech, tylko, że Niemcy mieli to szczęście, że od Lutra religii tam nie kojarzono z narodowością.
Wniosek jest taki, w tak zacofanych mentalnie ludach, w których tak przemożną rolę odgrywa religia, jakimi są społeczeństwa słowiańskie trzeba się oprzeć, na nowej idei czy starej pogańskiej religii, której częścią byłby pansłowiański nacjonalizm.
Dopiero jak 30-50% ludności ją by wyznawało była by szansa na idee i trwałe unie małosłowiańskie czy pansłowiańskie.
październik 8, 2008 o 12:42 pm |
Witam!
Jedna uwaga wstępna – nie chodzi mi w żadnym wypadku o panslawizm rozumiany jako dążenie do stworzenia jednego państwa słowiańskiego. Nikt nie ma zamiaru testować kolejnej Jugosławii czy Czechosłowacji. Jest natomiast sens współpracy, wzajemnego poznania, odrodzenia kulturalnego i wreszcie często wspólnego stanowiska wobec dużych państw. Dlatego mnie pomysły, które mają do tego dążyć, zmierzać – nie interesują.
Podobnie myśleli umiarkowani przywódcy słowiańscy w XIX w., tacy jak choćby Rieger czy Palacky. Nie chcieli oni wywracać istniejącej struktury państwowej – nawet jeśli była niekorzystna – i dziś też nie ma potrzeby tego robić. Dlatego m. in. nie cieszy mnie secesja takich obszarów jak Abchazja, Osetia czy Kosowo.
Co do Lutra, to akurat od niego datują się nieszczęsne religie narodowe – wcześniej w średniowieczu wszyscy byli katolikami. Prawosławie natomiast potem oddaliło się z przyczyn raczej politycznych i kulturowych niż doktrynalnych.
Oczywiście jeśli chodzi o religię, to moim zdaniem dużo lepiej jest pozostać przy łączącym zdecydowaną większość Słowian chrześcijaństwie.
październik 12, 2008 o 5:01 pm |
A mnie interesuje rewizjonizm historyczny wieków ciemnych, rekonstrukcjonizm religii słowiańskiej, jestem też zwolennikiem panslawistycznej idei małosłowiańskiej, tzn. unii Polski, Ukrainy, Czech, Słowacji jakby się dało Białorusi mogłoby to obejmować Litwę, Łotwę czy Mołdawię nie tylko ze względu na duży odsetek ludności Słowiańskiej tych państw… dlaczego jestem zwolennikiem takiej unii, bo utworzone takie państwo byłoby właściwie mocarstwem mogącym ubiegać się o miejsce w radzie bezpieczeństwa ONZ… które mogłoby być partnerem Chin, Indii, Brazylii, Japonii, a nie za przeproszeniem zadupiem UE i strefą przetargową wpływów Niemiec i Rosji.
listopad 5, 2008 o 2:29 pm |
No, Słowency oraz Chorwaci mamy juz jedna duza trudnosc-oto Włosi ktory nie chca sie przyznac na swoja agresywna faszystowska przeszłosc i maja jeszcze teraz teritorialne pretensje do Słowenii oraz Chorwacji!
listopad 6, 2008 o 12:34 am |
Podobnie jak Polska z Niemcami, kolejny wspólny punkt. Niestety u nas się o takim włoskim rewizjonizmie też mało mówi, a w zasadzie wcale.