Zamiast wstępu
Pomysł założenia tego blogu zrodził się w dwóch etapach. Pierwszym była wizyta na pewnej międzynarodowej imprezie w Salzburgu, drugim reakcja na ostatni wieczór wyborczy. Oba te “eventy” - jeden prywatny, drugi publiczny, przekonały mnie, że w starciu z potężną machiną UE żaden kraj nie ma szans. Że choć Europa pojmowana jako cywilizacja jest w stanie agonalnym, to twór powstały na jej trupie tak szeroko rozciąga swe macki, że pojedynczy narodowy (choćby ewidentnie pozorowany i nieszczery jak ostatnie rządy w Polsce) zryw nie ma z nim szans. Przeciw rządowi Jarosława Kaczyńskiego uruchomiono z zewnątrz potężną machinę propagandową, która zmiotła go z europejskiej sceny politycznej. Uczyniono to głównie z inicjatywy jednego kraju - tego w UE największego. Błędów Kaczyńskich nikt zdrowy na umyśle powtarzać nie zamierza.
Z drugiej strony w obecnym polskim Sejmie nie ma jakiegokolwiek człowieka przeciwnego UE w jej obecnym kształcie. Tym Sejmem, a tym bardziej nowym rządem nie ma się co zajmować, bo dla demontażu tego biurokratycznego molochu jakim obrosła Wspólnota Europejska i przywrócenia go do poziomu sprzed Traktatu z Maastricht (co byłoby zdaniem moim wielce rozsądne i pożądane) nie zrobi nic. I nawet nie będzie w tej sprawie dyskusji. Dlatego polskie przepychanki jako nieinteresujące należy zostawić samym sobie i nimi się tu zajmował nie będę.
Co ma jednak do tego jakiś euroslawizm? Oczywiste są skojarzenia z austroslawizmem - ruchem pansłowiańskim w okresie la belle époque w Austro-Węgrzech. Naturalnie Austro-Węgry ze swymi wszystkimi zaletami - konserwatyzmem, katolicyzmem, stabilizacją, wolnym rynkiem, wspaniałym monarchą nie są porównywalne z UE, a i trudno powiedzieć, by czasy, w których żyjemy były jakąś “piękną epoką”. Pewne analogie się jednak nasuwają. W Austrii zaczynała wtedy dominować niemiecka polityka zagraniczna, wieloetniczne państwo zaczynało być w stosunkach zewnętrznych jedynie narzędziem wilhelmińskich Niemiec. Narody słowiańskie natomiast były traktowane jako kraje drugiej kategorii - w stosunku do krajów niemieckojęzycznych. Podobne problemy dziś występują w UE. I podobnie jak wtedy jeden kraj nie był w stanie zmienić, a jedyną radą było porozumienie “odrzucanych na salonach” narodów, tak i dziś najskuteczniejszą możliwością zmiany UE jest współdziałanie narodów wschodnioeuropejskich, narodów przede wszystkim słowiańskich.
Wiele nas, Słowian łączy. Podobieństwo języków, kultury, analogiczna często historia, problemy polityczne, a nawet takie same problemy prawne. Z tego wszystkiego zdałem sobie sprawę spotykając w Salzburgu młodych studentów prawa z całej Europy. Wyzwaniom przyszłości z tym związanym poświęcę pozytywną część swojego blogu - w kategorii “wiosna Słowian”. Ale w Salzburgu widziałem też rzeczy przygnębiające. Widziałem tam śmiertelne choroby naszej cywilizacji - temu poświęcę kategorię “Requiem”. Trzecia kategoria - “Sklavinia” kulturowo-historyczna dotyczyła będzie niezwykle interesującego zagadnienia historii Słowian i państw słowiańskich, a także niedostrzeganego często w świecie bogactwa słowiańskiej kultury - także tej wysokiej, bo słowiańszczyzna to nie tylko naiwne ludowe piosnki.
Z rzetelności informuję, że autor tego blogu jest użytkownikiem używającym nicka Rozum na forum “e-Politicus” i nicka Rozum Meistersinger v.Nürnberg na forum kwartalnika Fronda.
Tagi: Requiem, Sklavinia, wiosna Słowian
listopad 11, 2007 @ 10:56 pm
O, świetne miejsce się zapowiada!