Przed kilkoma godzinami czeski parlament przegłosował wotum nieufności dla rządu Mirka Topolanka. Obok opozycyjnych socjaldemokratów i komunistów, wniosek poparło czterech byłych posłów koalicji ODS-chadecy-zieloni. Rząd padł 1 głosem.
Co do szczegółów politycznej awantury odsyłam do bieżącej prasy. Pomijam kwestię możliwego wpływu zewnętrznego, co narzuca się umysłowi, ale na co nie mam żadnych dowodów. Zajmę się więc podsumowaniem rządu Topolanka i perspektywami, jakie stwarza jego dymisja – dla Czech i dla UE, której Topolanek wciąż formalnie jest przewodniczącym.
Topolanek został premierem 3 lata temu, zastąpił socjaldemokratę Jirziego Paroubka. Był to jeden z najbardziej prawicowych, skutecznych i rozsądnych rządów UE. Topolanek jednoznacznie opowiadał się za gospodarką rynkową, jego wiary w skuteczne mechanizmy wolnorynkowej gospodarki nie zachwiał też ostatni kryzys. Efektem był głośny spór z prezydentem Francji, Nicholasem Sarkozym o stosowanie protekcjonizmu. Warto zauważyć zresztą, że Topolanek sprawę rozegrał bardzo zręcznie, nie powołując się na czeskie (czy wschodniounijne) interesy, ale na zasady Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Dobre rozumienie pozytywnych stron UE – do takich należą wolny handel i niezakłócanie konkurencji – nie przeszkadzało mu w dobrych stosunkach z USA. Topolanek był jednym z autorów porozumienia czesko-amerykańskiego w sprawie tarczy antyrakietowej.
Na niniejszym blogu poświęciłem jego rządowi fragment jednego z wpisów – o skandalicznych praktykach niemieckiej policji po wejściu państw słowiańskich do strefy Schengen. Topolanek jako jedyny z przywódców tych państw nie bał się negatywnie i ostro skomentować nasilenia kontroli przeciw obywatelom swojego kraju. Gdy chodziło o interesy Czech i Czechów nie liczyła się dla niego groźba “co powiedzą na zachodzie”.
Może właśnie dlatego tak podpadł lewicy? Oficjalnie powodami dymisji są nieradzenie sobie z kryzysem (Czechy w porównaniu z innymi państwami radzą sobie całkiem nieźle – a że innymi metodami niż keynesistowskie? może właśnie dlatego…) i rzekomy eurosceptycyzm. Jest to zarzut zupełnie nieuzasadniony. Topolanek – w przeciwieństwie do prezydenta Klausa – jest zwolennikiem UE, a nawet Traktatu Lizbońskiego.
Opozycja wolała jednak postawić na swoim i odwołać premiera mimo, że ten jest przewodniczącym Rady UE. Z punktu widzenia zarówno Czech, jak i UE jest to działanie całkowicie nieodpowiedzialne. Podważona zostaje wiarygodność Czech w polityce międzynarodowej. Ze względu na precedensowy charakter, ucierpieć może także reputacja samej Unii. Dotychczas przejęcie przewodniczenia odbywało się płynnie i przewidywalnie. Teraz np. Barack Obama przyjedzie rozmawiać z…? No właśnie z kim? Z “p. o. przewodniczącego UE”?
Ale i z punktu widzenia lewicy jej zachowanie nie musi przynieść dobrych skutków. Owszem, pozbyli się prorynkowego rządu i mają szansę w najbliższym czasie na objęcie władzy – jakiś rok wcześniej niż normalnie by mieli. O ile oczywiście wyborcom spodoba się taki styl dochodzenia do władzy. Ale na razie de facto przekazali więcej realnej władzy Vaclavowi Klausowi. Teraz właśnie prezydent Czech może powołać rząd i sprawdzić czy uzyska on poparcie parlamentu. Jeśli – a wiele na to wskazuje – nie będzie on i tak miał większości, ale na skutek odpowiedniego wydłużenia procedur będzie mógł przetrwać do końca czeskiej prezydencji, nie jest wykluczony wariant, w którym Vaclav Klaus, polityk konserwatywny i poza tym autentycznie eurosceptyczny, powoła własny, jeszcze bardziej prawicowy gabinet.
Już gabinet Topolanka – wolnorynkowy i energiczny – był dla UE przez te kilka miesięcy ożywczym szokiem. Teraz – mimo pozornie przerwania takiej polityki – jest szansa na szok jeszcze większy.
Niemiecka prasa sugeruje dziś możliwość powołania także “ponadpartyjnego rządu fachowców” – przy poparciu Klausa, przynajmniej części ODS i socjaldemokratów. Rząd taki miałby zacząć “walczyć z kryzysem” i doprowadzić spokojnie do nowych wyborów. Jak jednak w praktyce miałoby to wyglądać? Klaus i czescy socjaldemokraci mają różne poglądy na traktat lizboński czy rozmiar udziału sektora publicznego w zwalczaniu kryzysu – a to sprawy najbardziej dziś palące. Podobnie jest z euro czy polityką społeczną. Poza tym jaki interes miałby Klaus w oddawaniu przynajmniej części władzy lewicy? Dlatego taki wariant nie wydaje mi się realny.